Archive for Październik 2009|Monthly archive page

Lingwistyka informatyczna stosowana

xkcd strip - Kilobyte

Wspaniałe. Nie mogłem się powstrzymać. 😀

Reklamy

Wielka wojna o to, kto będzie zarabiał na artystach

No i stało się. Zaczęły się dziać rzeczy nie mieszczące się w głowach. Nie mieszczące się normalnym ludziom, rzecz jasna. Autor naruszył prawa autorskie do własnego utworu…

Pomijając kwestię, czy to pomyłka, czy nie, czy prawnicy WM w końcu wyjaśnią sprawę (jak dotąd się nie udało…), warto zauważyć dysproporcję: drobni „piraci”, pobierający utwory z sieci są przestępcami, powodują gigantyczne straty i powinni płacić wielotysięczne odszkodowania; wytwórnia sprzedająca utwory, do których nie posiada praw i zbijająca na tym kolosalne pieniądze (patrząc ogólnie, bo trudno sugerować, żeby sama wspomniana w artykule piosenka pozwoliła zarobić miliony) — „wyjaśni” sprawę. Albo i nie. W końcu ma dobrych prawników. Stać ją.

Nie od dziś wiadomo, że duzi są bezkarni, że kto ma kasę, ten jest „równiejszy„. Koncerny nie muszą respektować prawa, nawet pomimo, że same mocno za tym prawem lobbują.

Swoją drogą, właśnie dzięki takiemu układowi prawo stało się swoją karykaturą – nie służy już ochronie porządku, nie służy słusznej sprawie, ale tworzy nowy porządek, często przewrotny. Służy konkretnym interesom konkretnych ludzi, którzy je tworzą.

A im chodzi przede wszystkim o kasę.

Twórcom też często chodzi o kasę. Tylko, albo przede wszystkim. Ale czas i tak weryfikuje ich wartość (jako muzyków, na przykład, albo filmowców, pisarzy…). I osobiście tu przede wszystkim widzę rolę praw autorskich — aby po latach jasne było, że dany utwór wyszedł spod ręki tego właśnie kompozytora, czy pisarza i to jemu należy się pamięć z tego tytułu. I, oczywiście, aby to właśnie ten artysta, nikt inny, na swoim dziele zarabiał. A wspomniany przypadek dowodzi, że w rzeczywistości daleko do realizacji tego celu.

Zupełnie osobnym zagadnieniem jest: „jak długo?” i „w jakim zakresie?” powinien zarabiać artysta. Jednak obecnie, kiedy wolność autorów w dysponowaniu własnym dziełem jest w ogóle znikoma, mówienie o tak zaawansowanych aspektach wykorzystania tej wolności jest bezprzedmiotowe.

Sytuacja ta nasuwa pytanie o cel istnienia systemu ochrony praw autorskich. Odnoszę wrażenie, że powoli zaczyna on zjadać sam siebie. Tak chyba jest z każdym organizmem, który jest zbyt pazerny. Zaczyna żyć tylko dla siebie. I nagle okazuje się, że nie jest już ważne, po co powstał.

Nie chodzi już o twórczość. Nie chodzi już o sprawiedliwość. Ani o prawo. Jaka jest więc motywacja do jego przestrzegania dla zwykłego człowieka?

Prawa autorskie powinny służyć autorom, tylko i wyłącznie. Prawda?

Baśka, czyli jednak czujemy, gdzie leży prawda

Baśka miała fajny biust
Ania styl, a Zośka coś, co lubię,
Ela całowała cudnie
Nawet tuż po swoim ślubie
Z Kaśką można było konie kraść
Chociaż wiem, że chciała przeżyć
Ze mną swój pierwszy raz
Magda – zło, Jolka mnie
Zagłaskałaby na śmierć
A Agnieszka zdradzała mnie

Przypominałem (i po trochu nuciłem w myśli) sobie ostatnio znaną piosenkę „Wilków”. Zwrócił moją uwagę taki jej fragment:

Wszystko mógłbym Izie dać – tak jak Oli,
Ale one wcale nie chciały brać

Zastanawiające – czy to nie wspaniały przykład samokrytyki autora tekstu? Oto mamy koncertowe przechwałki „playboya”, wypróbowującego po kolei wszystkie dziewczyny, po czym pada stwierdzenie, że te najbardziej wartościowe, na których mu najbardziej zależało nie są nim zainteresowane. Nie są łatwe. Może znają swoją wartość (i wartość zabiegającego o względy „podmiotu lirycznego”)? Może po prostu oczekują czegoś więcej, niż krótkiego zauroczenia? I jego, hm, „konsumpcji”…

Może on sam podskórnie czuje, że nie jest taki boski, za jakiego się uważa, że wzorzec „macho” i podrywacza to nie ideał. Może gdzieś w głębi wie, że potrzebuje czegoś innego.

PS. Kuriozalnie na tle całej piosenki brzmi wiersz:

A Agnieszka zdradzała mnie

Nieprawdaż?